Agata
Manosa

Marchewkowy mus do ciała, Tso Moriri.

2012-01-23 - Agata Herbut

Lubicie zapach marchewki? I nie mówię o zapachu sztucznej marchwewki z nektarów do picia, a o świeżo wyciśniętym soku z ogródkowych marchewek – soku w którym jest miąższ i trylion witamin – lubicie!? Ja uwielbiam! Był taki czas, kiedy u nas w domu mama bardzo często robiła nam takie soki, później wyjechałam i Tomek mi już takich nie robi 🙁 Rzadko zdarza się, aby kosmetyk przywoływał wspomnienia z dzieciństwa – w moim przypadku to domena perfum, a nie pielęgnacji – Marchewkowy Mus do ciała marki Tso Moriri robi to jednak bardzo dobrze – oczywiście za sprawą zapachu! Aromat soczystej, słodkiej marchewki, który jest wprost obłędny sprawia, że na samą myśl o użyciu uśmiecham się!

„Olej marchewkowy jest bogatym źródłem karotenoidów, czyli związków barwnych, olejku eterycznego, witaminy E oraz minerałów takich jak potas, wapń i fosfor. Karotenoidy i witamina E chronią skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników, przyczyniających się do starzenia skóry. Beta karoten z grupy karotenoidów po aplikacji na skórę przekształca się w witaminę A, która przyczynia się do usprawnienia metabolizmu skóry, dzięki czemu nabiera ona pięknego kolorytu i jest wyraźnie wygładzona. Olej marchewkowy przyspiesza powstawanie opalenizny, a z drugiej strony chroni skórę przy ekspozycji na słońce, jednak przy opalaniu nie można zapomnieć o użyciu odpowiedniego kosmetyku z filtrem przeciwsłonecznym. Olej kokosowy to idealny środek na suchą i popękaną skórę. Olej delikatnie chłodzi i koi skórę.
Pomarańczowa, biała, fioletowa i czarna to najbardziej zaskakujące odmiany popularnej marchwi. Naturalny beta karoten w niej zawarty, nadaje Twojej skórze pięknego koloru a dodatkowo jest źródłem cennej witaminy A. Możesz go znaleźć w tradycyjnej jej odmianie, ale Tso Moriri poleca marchew o wiele bogatszą w beta karoten – zaskakującą marchew fioletową.”




Jestem absolutnie zakochana w tym kosmetyku, sam fakt, że pieszczotliwie nazywam go „marchwiaczkiem” musi coś oznaczać. Ma cudowną, lekką konsystencję, która momentalnie się wchłania, nie pozostawiając tłustego, lepkiego filmu. Nawilża bardzo dobrze i przede wszystkim fenomenalnie pachnie! Prawdą jest umieszczona na opakowaniu informacja iż przy zetknięciu ze skórą mus staje się olejkiem – coś niesamowitego! Już po pierwszej aplikacji skóra jest nawilżona i apetycznie pachnąca – dla mnie ten produkt to jesienno – zimowy pielecnacyjny must – have. Wbrew pozorom pojemność 130 gramów wystarcza na długo, mus jest wydajny.



I jeszcze jedno zaskoczenie: kim jest Jola, której imię widnieje na opakowaniu? Uwaga, To Jola stworzyła recepturę musu!




Moim marzeniem jest żel pod prysznic i peeling do ciała o zapachu marchewki – tutaj uśmiecham się do producenta – może przypadkiem czyta mojego bloga?:)

Skład:
Butyrospermum Parkii (Shea Butter) Fruit, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Helianthus Annuus Seed Oil, Daucus Carota Sativa Root Extract, Daucus Carota Sativa Seed Oil, Beta-Carotene, Cetearyl Alcohol, Octyldodecanol, Tocopheryl Acetate, Parfum, Diethylhexyl Syringylidene Malonate, Caprylic.

Mojego marchwiaczka kupiłam w Bańce Mydlanej za 38 zł.