Agata
Manosa

Lierac Luminescence: Serum + Krem.

2014-10-13 - Agata Herbut




Jaka była pierwsza potrzeba mojej skóry po powrocie do domu ze szpitala i porodzie? Rozświetlenie i zrobienie czegoś, aby wyglądała na mniej przemęczoną i wypoczęta. Na półce czekał już zestaw, który był od dawna przygotowany na tą okoliczność czyli Rozświetlające serum korygujące niedoskonałości cery oraz Rozświetlający krem przywracający skórze perfekcyjnie równomierny koloryt i zapewniający efekt wygładzenia, obydwa produkty od marki Lierac. Wielokrotnie wspominałam, że bardzo cenię specyfiki francuskiej firmy Lierac – jak do tej pory nie zawiodłam się ani razu, czy to przy pielęgnacji twarzy czy ciała.








Zacznę od tego, że moja skóra wchłonęła dwie buteleczki serum oraz dwa opakowania kremu, moja opinia jest więc zbudowana na dość długim użytkowaniu serii Luminescence.
Perfekcyjny wygląd cery zależy od jej gładkości oraz jednolitego kolorytu, po to właśnie laboratoria Lierac stworzyły Luminescence – linię niezwykłych produktów rozświetlajacych, działających jednocześnie na powierzchni i w głębi skóry. Poprzez działania na chromofory skóry zapewniają spektakularny efekt wygładzenia powierzchni, wyrównanie kolorytu i przywrócenie skórze naturalnego blasku. Zacznę od serum – opalizujący specyfik o mlecznej konsystencji działa jednocześnie w głębi i na powierzchni cery w widoczny sposób redukując jej niedoskonałości (zaczerwienienia, przebarwienia pigmentowe, nierówności) natychmiast uszlachetniając koloryt cery i przywracając jej naturalny blask. 30 ml szklane opakowanie z pipetką zawiera serum o rzadkiej, lejącej się konsystencji. Momentalnie wchłania się i przygotowuje skórę do aplikacji kremu, nie klei się, nie zapycha – przyjemnie pachnie, około trzech do pięciu kropli wystarczy na pokrycie całej twarzy. „Natychmiastowo rozświetla i wygładza cerę dzięki rozświetlającym cząstkom oraz pigmentom optycznie korygującym,
łagodzi przebarwienia pigmentacyjne i zaczerwienienia (tego problemu nie mam więc nie jestem w stanie się wypowiedzieć na temat takiego działania). Cera wyraźnie wygładzona, zmarszczki mniej widoczne. Powierzchnia skóry udoskonalona, zmniejszona widoczność porów
„.
To, co możecie przeczytać wyżej to słowa producenta – moje zdanie jest podobne, rozświetla, napina i sprawia, że skóra wygląda zdecydowanie lepiej. Przy opcji stosowania serum + krem efekt był naprawdę widoczny i namacalny!





Krem ma za zadanie rozświetlać, wygładzać i wyrównywać koloryt cery jednocześnie, dzięki dodatkowi wosku z białego narcyza, chroni ją przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych. Unikalna formuła zapewnia efekt jedwabistej i doskonale nawilżonej skóry. Ma przyjemną w aplikacji konsystencję, szybko się wchłania, pięknie pachnie i jest wydajny (na jedną zużytą buteleczkę serum wykorzystywałam 3/4 słoiczka kremu).
Już po kilku pierwszych użyciach serum i kremu widziałam zdecydowaną różnicę w wyglądzie skóry – była w naprawdę lepszej kondycji! Wyglądała zdrowiej, ładniej, a ja miałam wrażenie, że jest wypoczęta i macierzyństwo na pewno nie odbija się na jej wyglądzie. Cera zyskiwała perłowy połysk, czasami więc rezygnowałam z makijażu ponieważ go zupełnie nie potrzebowałam. Mój duet nie zapychał, nie podrażniał – nawilżał i rozświetlał oraz poprawiał moje samopoczucie.



Dla której z Was seria Luminescence powinna być idealna? Dla skóry, która potrzebuje jednoczesnego nawilżenia oraz rozświetlenia lub jest zmęczona, poszarzała, potrzebuje zastrzyku witalności.