Agata
Manosa

Denko vol.11 (VIII,IX,X).

2014-11-16 - Agata Herbut

Trzymiesięczne! Największe denko dotychczas! Zwykle dodawałam tego typu posty co miesiąc, ale poród i poporód spowodowały, że tym razem musiałam zrobić kumulację. Jest zatem trochę pielęgnacji jak i kolorówki, krótko, zwięźle i na temat. Zaczynamy!





Vichy, Purete Thermale – bardzo dobry płyn micelarny, który świetnie radził sobie z demakijażem twarzy i oczu. Twarz po użyciu nie kleiła się, nie zauważyłam żadnych zaczerwienień lub przesuszeń. Duży plus, spotkamy się jeszcze na pewno!


Eisenberg Paris, filtr SPF 15 – nie bielił skóry, nie kleił się, w chwilę po aplikacji mogłam sięgnąć po krem. Działanie? Inwestycja na przyszłość w którą szczerze wierzę. Wydajny, wystarczyła kropla produktu, aby pokryć całą twarz i szyję. Muszę wspomnieć o zapachu – bardzo neutralny i przyjemny, nie powoduje zmęczenia, a co za tym idzie można stosować go nawet kilka razy dziennie.


Yoskine, Przeciwzmarszczkowy Płyn micelarny – porządny produkt do demakijażu twarzy, niestety z moim tuszem nie radził sobie zbyt dobrze, czasami powodował wręcz szczypanie i pieczenie oczu. Polecam do tylko i wyłącznie do twarzy.



Lierac, Luminescence – serum do twarzy oraz krem – o tym duecie pisałam już jakiś czas temu, obszerną recenzję znajdziecie więc tutaj. Nic się nie zmieniło – podtrzymuję wszystko, co napisałam.





AA, 30+ Płyn micelarny do twarzy – bardzo dobry produkt do demakijażu, nie kleił się, nie wysuszał skóry, nie powodował pieczenia. Otworzyłam go w kilka dni po trzydziestych urodzinach:)



Collistar, Ujędrniający olejek do ciała – o olejku także już pisałam, pełną recenzję możecie przeczytać tutaj.



Bielenda, Pomarańczowy olejek do kąpieli – zużyłam już może trzy, może cztery butelki? Lubię soczysty zapach i miękką pianę jaką tworzy.

Mary Kay, Chłodzący żel do stóp/nóg – wybawca mój!Ukochany! O żelu pisałam nie raz, na przykłąd tutaj. Ratował mi życie podczas upałów i ciąży.



Sephora, Nawilżająca woda w sprayu – tak jak powyżej, kolejny wybawca – używałam codziennie będąc w ciąży i uwielbiałam efekt chłodzenia. Świetny produkt!



Yves Rocher, Monoi de Thaiti, Olejek do ciała – letni must have w mojej kosmetyczce, od lat, bez zmian. Przede wszystkim dzięki zapachowi, który zawsze będzie kojarzył mi się z wakacjami. Więcej o serii YR pisałam w tym poście.





Le Petit Marseillais, żele pod prysznic Biała Brzoskwinia i Nektarynka oraz Limonka i Mandarynka – ta druga wersja jest moją ulubioną, idealnie odświeża i stawia na nogi w leniwe poranki. Biała Brzoskwinia i Nektarynka jest odrobinę słodka, ale znajdziecie w niej także świeżość. Bardzo lubię.



Yves Rocher, peelingujący żel pod prysznic – nie bardzo rozumiem dlaczego ma w nazwie peeling – dla mnie właściwie nie robił nic oprócz mycia, ziarenka są tak deliaktne, że niemal niewyczuwalne. Jeśli lubicie mocniejsze „zdzieraki” – nie sięgajcie po ten produkt.



Clochee, peeling do ciała Malina – ten scrub jest jednym z produktów o których napiszę na pewno w podsumowaniu roku i będzie jednym z ulubieńców. Absolutnie świenty peeling, jeden z najlepszych!


Organique, Peelingująca pianka do ciała – mimo, że dla mnie działanie peelingujące jest bardzo delikatne, bardzo podoba mi się lekka konsystencja i cudowne zapachy. Mimo, że opakowanie jest bardzo małe – sam produkt jest super wydajny.




Perfecta, Peeling do twarzy – w porządku, jednak bez większych zachwytów. Używałam co dwa dni, skóra była oczyszczona i co najważniejsze – nie ściągnięta. Dobry produkt w niskiej cenie.


Avon, zmywacz do paznokci – plus za wielką butlę, za bardzo łagodny zapach i za odżywienie paznokci. Naprawdę dobry produkt do którego wrócę na pewno.


Sephora, mus nawilżający do ciała – o musie także pisałam już wcześniej, w gorące wieczory lubiłam wyciągać go z lodówki i nawilżać ciało, świetna konsystencja i przyjemny zapach – niestety wersja limitowana więc już nie do zdobycia.


Eisenberg, dezodorant bezzapachowy – produkt bez gazu, któremu trzeba dać mniej więcej czternaście dni, aby nasza skóra się do niego przyzwyczaiła. Wystarczył mniej więcej na dwa, dwa i pół miesiąca codziennego użytkowania i sprawdził się bardzo dobrze! Jest bezzapachowy więc nie koliduje z aromatem Waszych perfum.


Lierac, serum wyszczuplające i redukujące cellulit – będę szczera: sama nie wiem czy zmienił widocznie stan mojej skóry, nie ćwiczyłam przy stosowaniu i nie „trzymałam” diety więc efekty były mizerne. Myślę jednak, że tego typu produkty potrzebują wsparcia w postaci ćwiczeń/diety więc nie powinnam się wypowiadać na temat jego skuteczności.


The Body Shop, krem do rąk z konopią – myślałam, że już nigdy się nie skończy. Niezbyt przyjemny zapach, ale rewelacyjne działanie i super wydajność. Ratował bawet najbardziej spierzchnięte dłonie!






L’oreal Vitamino Color, szampon do włosów, odżywka oraz maska – niemalże wszystkie wersje szamponów L’oreal dobrze współgrają z moimi włosami (miałam chyba tylko jedną linię, która bardzo obciążała włosy) – po umyciu są miękkie, fajnie się układają i jest ich więcej. Lubię!



Matrix Biolage, szampon do włosów, odżywka – moje pierwsze spotkanie z marką Matrix (pomijając fryzjerów, którzy korzystają z produktów Matrixa) okazało się bardzo przyjemne. Uwielbiam zapach tej serii, idealnie pasuje do szamponów, kojarzy się z dzieciństwem i pierwszymi bardziej „zagranicznymi” produktami. Włosy po myciu? Miękkie, sypkie i gładkie. Duży plus.



Artego, Feel & Shine olejek do włosów – przepięknie pachniał kokosem i bosko odżywiał włosy! Piekielnie wydajny, to małe opakowanie wystarczyło mi na kilka miesięcy stosowania (kilka razy w miesiącu).





Dior, Addict edt – lubiłam go wczesnym latem, gdy jeszcze nie było tak upalnie. Pięknie układał się na skórze wieczorową porą, niejednokrotnie ktoś pytał mnie czym tak pięknie pachnę.



Guerlain, Parure de Lumiere – niedostępny w Polsce, najjaśniejszy odcień – sprowadzałam z Truskawki, z rynku azjatyckiego. Przepiekny, jasny odcień, który „robił” ze mnie Śnieżkę. Okropne opakowanie, nie pozwalające na wydobycie całego produktu, wielka szkoda, że producent nie myśli o ulepszeniu flakonu.



Collistar, mascara do rzęs – świetna mascara, którą miałam niestety tylko w wersji mini. Na pewno kliknę ją w Douglasie podczas Dni Vip.



Volume de Chanel, mascara do rzęs – pokochałam brązowy kolor i brązowe rzęsy oraz delikatny efekt, który bardzo mi odpowiadał. Szczoteczka dobrze rozdzielała i rozczesywała rzęsy, wydłużała je i delikatnie pogrubiała.


Clarins, pomadka nawilżająca do ust – nawilżająca, pielęgnująca pomadka, która na ustach tworzyła śliczny, malinowy kolor. Niestety wersja limitowana i już nie do zdobycia.



Vichy Idealia, krem pod oczy – dobrze nawilżał, rozświetlał spojrzenie i minimalizował widoczność cieni – na to najbardziej liczyłam i jestem pozytywnie zaskoczona. Swoją drogą zarówno serum jak i krem Idealia u mnie sprawdziły się równie dobrze!

Uf. Udało się pokazać Wam wszystkie moje zużycia! Znacie któryś z produktów? Lubicie?