Agata
Manosa

Sto pięćdziesiąt kilometrów za mną.

2015-01-23 - Agata Herbut

Niedługo „dobiegnę” do Zamościa. Biegałam w święta, biegałam po raz pierwszy w śniegu, po raz pierwszy przy minusowej temperaturze i dałam radę. Sama z siebie jestem dumna, nie wierzyłam, że wytrzymam tak długo i tak bardzo polubię aktywność fizyczną.
Zdarzyły się gorsze dni – po Świętach dość mocno się rozchorowałam i fizycznie nie byłam w stanie zejść na przykład po schodach zatem o bieganiu przez tydzień nie było mowy. Powrót był dość ciężki, za sprawą kompletnego braku sił – jednak jak się okazuje i to mogę przezwyciężyć. Dwa, trzy razy miałam dzień lenia, nie chciało mi się wychodzić z domu, ale zmusiłam się i byłam szczęśliwa! Pierwszy raz przebiegłam osiem kilometrów! Przypominam sobie właśnie lekcje wuefu w szkole, gdyby ktoś wtedy mi powiedział, że spodoba mi się biegania nawet bym go nie wyśmiała. Zemdlałabym.





Wracając do biegania i do mrozu. Kupiliśmy z Tomkiem kurtki, wybraliśmy Nike Shield Max i uwierzcie mi jestem nią zachwycona. Przy temperaturze mniej więcej do minus pięciu stopni biegaliśmy w koszulkach na ramiączkach i kurtkach – zdarzyły się sytuacje, że było mi nawet za gorąco! Kaptur dokładnie okala głowę, zasłania uszy, dodatkowo wbudowany materiał do zasłonięcia twarzy oraz rękawiczki, które zakrywają dłoń do połowy albo całościowo. Idealny wybór, szkoda, że nie mogę w niej chodzić na co dzień :). Do tego doszły zimowe legginsy Adidas Climaheat – również świetne i cieplutkie, biega się w nich rewelacyjnie – nie uciskają, nie ocierają, właściwie to ich nie czuć. W międzyczasie zrobiłam dziurę w bucie więc czeka mnie kolejny wydatek – najgorsze jest to, że podobają mi się niezbyt tanie spersonalizowane buty z Nike (sama mogę wybrać kolory!). Co więcej? Nadal ćwiczę z Jillian Michaels, nadal ciężko mi przejść na jakąkolwiek dietę (podczas karmienia piersią nie jest to zbyt dobry pomysł) i nadal chcę więcej trenować!





Na pewno zastanawiacie się czy widzę jakąkolwiek zmianę w swojej sylwetce. Oczywiście, że tak! Nie mierzę się i nie ważę codziennie ponieważ nie zależy mi na tym jakoś szczególnie. Efekty widzę niemal w każdej chwili – jestem silniejsza, zdrowsza, bardziej wytrzymała i szczęśliwa (zaczynam mieć mięśnie, MIĘŚNIE!!! Wyobrażacie sobie? Przecież moje ciało nie wiedziało czym one są). Nigdy w to nie wierzyłam dopóki sama nie spróbowałam – wysiłek fizyczny naprawdę można polubić i dzięki niemu stać się uśmiechniętym, zadowolonym z siebie człowiekiem.




Do zobaczenia za 50 km!