Agata
Manosa

Letni makijaż czyli…jaki?

2015-06-17 - Agata Herbut

Czym się różni letni makijaż od jesiennego, zimowego? Jeszcze kilka lat temu pewnie powiedziałabym, że niczym, w tej chwili natomiast jestem w stanie te różnice opisać. Przede wszystkim podkład – latem często w ogóle go nie używam, a jeśli już to lekki, średnio kryjący, w połączeniu na przykład z rozświetlaczem.
Na powiekach praktycznie nic się nie dzieje oprócz kolorowych kresek albo jedynie wytuszowanych rzęs – to oczywiście opcja większe wyjście, zwykle kończy się na podkreśleniu brwi. Na szczęście jednak te „większe wyjścia” mają miejsce co najmniej trzy razy w tygodniu zatem moje pędzle nie mają możliwości, aby się zakurzyć lub zostać zapomniane.
Usta to jedyna część twarzy, gdzie nic się nie zmienia – albo nic albo dużo koloru, jak zwykle najchętniej maliny, czerwienie, fuksje.
Latem zdecydowanie częściej sięgam po brązery, szczególnie te z drobinkami lub te dzięki którym mogę uzyskać chociaż minimalny efekt tafli – niestety, a może i stety moja miłość do tego typu specyfików nigdy się nie skończy. Nigdy.




I przede wszystkim – dobre nawilżanie plus filtry. Bez zadbanej cery (oh, zazdroszczę dziewczynom, które nic nie robią ze skórą, a wyglądają tak pięknie – ostatnio na sesji spotkałam dziewczynę, która miała ponad trzydzieści lat i właściwie nie używała żadnych produktów oprócz kapsułek z Rossmanna na noc, a to i tak od kilku dni) podkład nigdy nie będzie wyglądał świetnie, nie ma się co oszukiwać – pielęgnacja to klucz do sukcesu. Sama jednak doskonale o tym wiesz więc nie muszę przybierać mentorskiego tonu.



Co kojarzy mi się z letnim makijażem? Biały eyeliner, złoto – brązowe skrzące cienie do powiek, pomarańczowa pomadka lub błyszczyk do ust, turkusowa kredka, policzki maksymalnie rozświetlone. I oczywiście skóra na której skrzą drobinki złota, powodem tego efektu jest olejek do ciała, ja zazwyczaj o nim nie pamiętam więc takiego bogactwa u mnie nie zaznacie.



A co kojarzy się Tobie z letnim makijażem?