Agata
Manosa

Denko: zużycia i minirecenzje vol.14

2015-08-13 - Agata Herbut



W tym wydaniu mam dla Ciebie kilka minirecenzji – jest jak zwykle więcej pielęgnacji niż makijażu, ale w zestawieniu znalazł się nawet podkład! I to nie byle jaki bo jeden z ulubionych. Będziesz mogła przeczytać o specyfikach, które zupełnie są w moim odczuciu zbędne,a także o tych, które okazały się idealne dla mojej cery i moich potrzeb. Zaczynamy!





– Glamglow Powermud Dualcleanse Treatment – Glamglow w nowej odsłonie to super delikatne, a zarazem głębokie oczyszczenie naszej skóry z zanieczyszczeń, sebum, pozostałości makijażu nagromadzonych w ciągu tygodnia. Została stworzona zarówno dla mężczyzn jak i kobiet, niezależnie od wieku i stanu skóry – ma pomagać wszystkim, których cera tego potrzebuje. Bardzo lubię i jestem pewna, że będziemy do siebie wracać. Używałam naprzemiennie z wersją niebieską. Pełna recenzja zielonej maski: Glamglow Powermud Dualcleanse Treatment oraz niebieskiej
Glamglow Thirstymud™ Hydrating Treatment.


– Dior, Hydra Life
Pro-Youth Silk Creme
– bardzo dobry krem nawilżający! Idealna konsystencja, delikatny zapach – dla mojej skóry okazał się łaskawy. Używałam go z wielką przyjemnością i przez całkiem długi czas – był wydajny. Dla skóry normalnej i suchej. Zaleta? Kremowa konsystencja, która rozpływa się na skórze i zapewnia jej intensywne nawilżenie oraz trwałe uczucie komfortu. Skóra jest wypełniona i delikatnie odżywiona. Można również stosować jako krem na noc, ja właśnie tak robiłam.


– YSL, Le Teint Encre de Peau – zużyłam dwa opakowania więc coś musi w nim być. Wyjątkowa formuła zapewniająca skórze jednolity, promienny wygląd przez 24 godziny, przy jednoczesnym uczuciu lekkości na skórze. Podkład to połączenie długotrwałego efektu porcelanowej skóry z poczuciem komfortu, kluczową inspiracją dla twórców stała się trwałość atramentu, sztuka kaligrafii i opowieść zapisana piórem delikatnie muskającym kartkę papieru. Idealna jest konsystencja, krycie oraz trwałość, wydajność. Dla mnie jeden z najlepszych. Pełna recenzja: Yves Saint Laurent, Le Teint Encre De Peau.


– Maybeeline, Affinitione korektor pod oczy – jakim cudem Maybelline nie wprowadziło go jeszcze do Polski nie wiem, ale wiem, że to bardzo zła decyzja. Korektor zakończony gąbeczką jest bardzo dobrym, wydajnym produktem – krycie jest całkiem porządne więc nie mam prawa narzekać. Często używałam go na sesjach zdjęciowych i tam też dobrze się sprawdzał. Maybelline, czekamy!


– Kiehl’s, krem pod oczy z avocado – produkt legenda, większość z Was na pewno o nim słyszała. Na początku byłam bardzo zawiedziona – konsystencja sprawiała mi mnóstwo problemu i aplikacja także – dziwnie „jeździł” po skórze i zupełnie nic nie robił. Byłam bliska oddania go, ale wpadłam na pomysł, aby traktować go jako maskę po oczy. Nakładałam sporą ilość i kładłam się spać, przez noc wszystko sobie idealnie „wchodziło” w skórę, a rano moje zasinienia były zminimalizowane, a skóra fajnie napięta.


– Vichy, Idealia Body – najbardziej smakowite masło/balsam do ciała. Kosnystencja śmietankowego kremu, delikatny zapach i dobre nawilżenie. Wrócę do niego choćby tylko dla konsystencji!

– Mary Kay, krem wyszczuplający – tutaj z kolei mamy do czynienia z zapachem dzieciństwa – uwielbiałam go! Ogromną przyjemnością była dla mnie aplikacja – niestety nieregularna. Nie mogę więc za dużo powiedzieć o działaniu ponieważ byłam niesystematyczna:(
Wiem jednak, że pozostawiał skórę fajnie nawilżoną i odżywioną. Może jeszcze kiedyś wypróbuję i będę w stanie używać codziennie.


– John Frieda, suchy szampon do włosów – każda matka powinna go mieć na stanie. Naprawdę! Świetnie odświeżał fryzurę w chwilach,gdy rano musiałaś lecieć do przedszkola z dzieckiem pod pachą albo lekarza, a nie miałaś czasu myć głowy. Ok, ta pierwsza opcja z przedszkolem trochę nie jest trafiona – mnie można rano zobaczyć w dresie, klapkach i wczorajszej fryzurze:) Jeszcze nie odwiedziłam przedszkola w pidżamie, ale wszystko przede mną. Wracając do produktu – must have, który każda z nas powinna mieć.





– Chanel, seria Hydra Beauty: serum oraz krem – o produktach kilka razy wspominałam, nic się nie zmieniło – nadal uważam je za bardzo dobre. Świadczą o tym doskonale moje powroty do Hydra Beauty. Pełna recenzja kremu: Nutrition Nourishing Cream For Dry Skin, żelu pod oczy: Hydration Protection Radiance Eye Gel , balsamu do ust: Nutrition Nourishing Lip Care oraz najnowszej propozycji serum do twarzy: Hydra Beauty Micro serum.

– Kerastase, Elixir K Ultime – kąpiel oczyszczająca do włosów, z tej serii wieki temu miałam także olejek i wspominam go bardzo dobrze. Po rozjaśnieniu włosów specyfiki Kerastase ratują moje włosy idealnie! Recenzja: Kérastase Elixir Ultime.

– L’oreal Professionell, Liss Unlimited – wygładzający specyfik do włosów powodował, że moja czupryna była gładka, zwarta i lśniąca.
Polubiłam i powrócę chętnie! Ah, bardzo wydajny produkt, wystarcza na wieki codziennego stosowania, przy czym nie obciąża włosów.






Nadeszła pora na zejście na ziemię i zaprzestanie zachwytów, poniżej produkty (oprócz LRP), które zupełnie nie robią na mnie wrażenia. Są przeciętne, niekoniecznie zakupiłabym je ponownie.


– AA, kremowy peeling do ciała – za bardzo kremowy i zupełnie nie przypominający peelingu. Drobinki są tak małe, że właściwie masz wrażenie jakbyś głaskała się zwartą mazią. Zużyłam na nogi, ale nie było to coś arcyprzyjemnego.


– Avon, imbirowy peeling do stóp – znalazł się u mnie za sprawą zapachu, kocham imbir! Sytuacja identyczna jak powyżej, peeling za słaby, a do stóp powinien być chociaż w najmniejszym stopniu odczuwalny. Szkoda.


– L’oreal Professionell, Absolu Repair – profesjonalna odżywka do włosów, która niestety nie sprawdziła się u mnie jakoś szczególnie. Fakt – odżywiła włosy, ale w taki sam sposób jaki zrobiła to zwyczajna odżywka z tej serii.


– Sanoflore, krem do twarzy – bardzo cenię Sanoflore i ubolewam, że uciekła z Polski. Niestety ten wiosenny krem nie skradł mojego serca, mimo cudownego zapachu nie robił właściwie nic spektakularnego (mam na myśli super nawilżenie). Ot, przyjemniaczek do stosowania raz na jakiś czas z braku laku.


– LRP, Cicaplast – znalazł się przypadkowo na zdjęciu, a nie powinien w tej kategorii. Bardzo dobry produkt ratujący podrażnioną skórę – sprawdził się zarówno u mnie jak i u dziewczyn. Gęsty, kremowy, szybko się wchłaniał i wystarczyła odrobina, aby nawilżyć i zregenerować skórę.





– Le Petit Marsseillais, żel pod prysznic – nie pierwszy raz u mnie i nie ostatni, akurat ta wersja zapachowa (brzoskwinia z nektarynką) jest mocno średnia, ale właściwości jak najbardziej ok.


– Mixa Baby, żel i szampon dla dzieci – delikatny zapach, łagodny i bardzo wydajny (stosunek ceny do jakości super!) – używałyśmy we trzy, zarówno do mycia ciała jak i włosów (dziewczyny). Bardzo dobry produkt.

– Original Source, żele pod prysznic – zauważyłam, że pojawiają się w każdym zestawieniu – musi to oznaczać, że bardzo je lubię i to prawda. Każda wersja zapachowa ma w sobie coś fajnego – aktualnie używam mięty, imbiru, a Jagoda czereśni z pokrzywą. Z widocznych na zdjęciu najbardziej polubiłam pomarańczę z chilli oraz cytrynę.



Miałaś okazję używać produkty widoczne na zdjęciach? Co o nich myślisz? Podziel się!