Agata
Manosa

Nic nie musimy, nic nie trzeba, wiecie? Jedynie możemy. Jak chcemy.

2020-12-03 - Agata Herbut

W ciąży z Jagodą przytyłam 18 kilogramów. Byłam głupia, że miało to dla mnie jakiekolwiek znaczenie. W drugiej – niecałe 13 kg i miałam to absolutnie gdzieś. Kilka tygodni po porodzie koleżanka z liceum napisała do mnie wiadomość: „Agata i co Ty teraz zrobisz?”

Nie wiedziałam o co jej chodzi – czy o dziecko, które już przecież jest na świecie, czy o strach przed porodem, a może świat się właśnie gdzieś wali? „Agata, jak ty teraz wyjdziesz na plażę? W sumie można już zawsze w jednoczęściowym stroju. Ja to na pewno będę laser robić.” Jeśli obserwujesz mnie na Instagramie, na pewno kojarzysz ze stories jak wręcz aktorsko potrafię przewracać oczami. Tak właśnie wyglądałam, gdy przeczytałam to, co napisała. Oprócz wywrotowego spojrzenia było coś jeszcze. Było „o ja pierdolę” w mojej głowie. Wiecie czemu? Bo nigdy nie wpadłabym na to, żeby przejmować się rozstępami.

Przez chwilę poczułam się jakby coś mnie ominęło. Jakbym nie zauważyła, że należy martwić się o coś, na co generalnie nie ma się wpływu. Po tym wydarzeniu rozmawiałam z moim partnerem o ciele. Powiedział wtedy coś, co mam w głowie do tej pory i często sobie powtarzam, gdy mam chwile zwątpienia w swoją zajebistość. Stwierdził, że te rozstępy na brzuchu są jak trofeum. Że powinnam być z nich dumna, bo one opowiadają historię mojego życia. I że są piękne, i że wyglądają jak promienie słońca. To ja je wzięłam i pokochałam. Serio.

Znowu wracamy do wałkowania tego samego. Trzeba odnaleźć w sobie siłę, aby polubić siebie, a jeszcze więcej trzeba jej po to, aby spływały z nas szemrane prawdy objawiane przez koleżanki/kolegów/partnerów/partnerki/, a czasami również rodzinę. Że coś powinnyśmy, że coś musimy, że coś trzeba. Nic nie musimy, nic nie trzeba, wiecie? Jedynie możemy. Jak chcemy.

Ah, tak przy okazji. Te rozstępy na zdjęciu nie są moje, tylko Tomka. Zrobiłam to zdjęcie, bo pięknie wyglądały w słońcu. On chyba nawet o tym nie wie.